Do gier symulacyjno – strategicznych zniechęciła (to mało powiedziane;) mnie seria The Sims wraz ze swoją masą bezużytecznych dodatków, które praktycznie nic nie wnosiły do rozgrywki, a kosztowały tyle co… samodzielna produkcja (na szczęście zostało już oficjalnie zapowiedziane The Sims 3). Mój stosunek do tego rodzaju gier zmieniło Spore. Dlaczego? Przeczytacie o tym poniżej ;D.

Spore to gra symulacyjno – strategiczna, coś a la The Sims. Jednak pomimo ogromnych podobieństw do siebie, są to dwie różne gry, dwa różne światy (wow, złota myśl). W simach mamy do czynienia z symulacją ludzkiego życia, a tu budujemy od podstaw żywy organizm. Żeby lepiej zobrazować nam ten proces, autorzy (gry) podzielili rozgrywkę na pięć całkowicie odmiennych faz. A ja zrobiłem to samo w recenzji….

Już na samym początku musimy zdecydować, czy będziemy roślinożercą albo mięsożercą, co ma wpływ na dalszą rozgrywkę, co chyba każdy wie albo się domyśla. Jednak dla niekumatych wytłumaczę. Roślinożerca żywi się roślinkami, a mięsożerca innymi organizmami żywymi. I tak, kierując tym pierwszym będziemy zjadać owoce, a tym drugim inne zwierzęta. Jeżeli tego nie będziemy robić nasz stworek po prostu „wykituje”;(.

Kreator stworów Spore został udostępniony jako oddzielna aplikacja, którą można było kupić za jedyne 19,90 zł. Dzięki niemu internauci i (czyli my;) mieli czas, by przygotować bazę istot (Sporopedia), które pojawiają się w świecie gry. Do tej pory powstało około 2,5 mln gatunków. Ten sam edytor znajduje się, też w pełniaku i można go używać nawet nie grając w główną kampanię, a potem te stwory pojawią się już w prawdziwej grze.

W tym etapie gry chodzimy (a raczej pływamy;) małą komórką żywą zbierając zielone kuleczki DNA pływające na powierzchni tzw. prebiotycznej zupy. Po zebraniu ich pewnej ilości nasz stworek rośnie w mgnieniu oka, co powoduje że stworki, które dotąd były od nas większe, są teraz mniejsze lub równe nam (mówię wam, to totalny odlot;). Po przejściu pięciu takich transformacji okazuje się,że zebrałeś już wystarczając ilość DNA aby przejść do następnego etapu.

Tu dopiero zaczyna się prawdziwa rozgrywka, która tym razem toczy się, zaraz po tym jak nasz organizm wychodzi na ląd. W odróżnieniu od poprzedniej ery tu DNA możemy pozyskiwać na kilka różnych sposobów, a mianowicie: zawieranie sojuszy z innymi rasami, za pomocą wspólnych tańców, śpiewów; ale także za pomocą agresji, wybijając daną rasę “w pień”; odgrzebując ze skamieniałych szkieletów części ciała, które możemy zamocować później do naszego ludzika (w tym celu romansujemy z samcem ze swojego gatunku;) i od czasu do czasu emigrując do innego miejsca. Celem tego etapu gry jest powiększenie swojego mózgu czterokrotnie, po czym przenosimy się do następnej ery. Ta faza najbardziej przypomina RPG.

W tej erze po raz pierwszy będziemy mogli kierować nie jednym stworkiem, a całą ich grupką (maksymalnie 12). Dlatego też ta część przerodzi się w strategię czasu rzeczywistego, w której budujemy budynki(uprzednio stworzone w kreatorze) i tworzymy nowe jednostki (gdy produkujemy nowego stworka nad naszym domem pojawią się serca i usłyszymy przez chwilę kołysankę;). Jednak żeby nasza wioska się rozwijała musimy zdobywać pożywienie, a do tego posłuży nam zbieranie owoców (roślinożercy) bądź polowanie na dzikie zwierzęta lub ich udomawianie, a potem zjadanie ich jaj (mięsożercy). Tak jak poprzednio zdecydujemy też czy będziemy zawierać sojusze, czy też za pomocą agresji zdobywać kolejne wioski. W każdym bądź razie wybór należy do nas.

Kolejnym etapem gry jest faza cywilizacji i tu dostrzeżemy ogromne podobieństwa do takich hitów jak Empire Earth i Civilization (autorzy wiedzą od kogo brać pomysły;). Więcej bierze jednak od tego drugiego tytułu, bo nie dość ,że ma taką samą nazwę, to jeszcze kończy się tym samym, czyli wystrzeleniem rakiety w kosmos. Zanim jednak będziemy latać wśród gwiazd ,musimy przekonać do swojej religii, podbić lub wykupić dwanaście pozostałych miast na twojej planecie. Całość jest bardzo złożona: możemy zakładać szlaki handlowe, tworzyć pojazdy latające, pływające bądź jeżdżące, dbać o samopoczucie mieszkańców itp. Ponadto są trzy rodzaje miast :religijne, gospodarcze i wojskowe. Dodatkowo każde z nich produkuje inne pojazdy ,które oczywiście możemy zbudować za pomocą edytora ;) . Już po tej erze wiedziałem, że mam do czynienia z grą bardzo rozbudowaną, jednak nie widziałem co czeka mnie w następnej fazie ;P

Na początku już tradycyjnie przywita nas edytor, w którym tym razem zaprojektujemy… statek kosmiczny!!! I tu czeka nas miła (czy na pewno?) niespodzianka. Bo nie będziemy już chodzić pojedynczym stworkiem (1 i 2 faza) ani kierować ogromną armią (3 i 4 faza), ale latać wyżej wspomnianym statkiem kosmicznym! Sterowanie nie zmieniło się znacząco ,ponieważ do latania wystarczy nam myszka i klawisze WSAD. Samo poruszanie się UFO daje ogromną satysfakcję i frajdę. Drugim ogromnym zaskoczeniem dla mnie była mnogość kosmosu (ponad tysiąc galaktyk, układów słonecznych oraz planet!!!) i ilość opcji jakie autorzy dali do dyspozycji gracza. Możemy między innymi: handlować, zawierać sojusze, toczyć wojny, odkrywać nowe planety i je kolonizować (zbierając tym samym przyprawę), nawiązywać łączność z innymi rasami itp. I tu ogromne brawa dla autorów za taką mnogość opcji. Jednak jest i minus, ponieważ tak złożona rozgrywka powoduje że gra staje się trudniejsza – trzeba więcej myśleć i panować nad setką różnych opcji, co po pewnym czasie staje się nużące i gra traci swój urok.

Spore nie posiada takowego trybu multiplayer (a szkoda), w którym byśmy mogli toczyć pojedynki PvP i inne temu podobne. Jest za to Sporopedia. Zapytacie… A co to k**** jest? Otóż spieszę z wyjaśnieniami. Sporopedia to zbiór stworków, gatunków, pojazdów, roślin itp. stworzonych przez gracza, który korzysta z innego komputera niż ty i może znajdować się nawet na Dalekim Wschodzie (np.: chińczyki;). Więc na jednej z planet możemy spotkać rasę zaprojektowaną przez innego żywego gracza ,takiego jak ty. Jest to bardzo fajne, ale mimo wszytko brakuje trybu ,w którym gracze mogliby rywalizować ze sobą poprzez Internet. Ale Sporopedia to coś więcej, to także poradnik, z którego możemy skorzystać w każdym momencie podczas gry.

Grafika prezentuje się w Spore naprawdę dobrze. Postacie są złożone z kilkudziesięciu detali przez co widzimy dokładnie ich każdą ryskę na twarzy. Wszytko to otoczoną miła dla oka powłoką. Wielkie brawa dla autorów zwłaszcza za dobrze zoptymalizowany kod (dość powiedzieć, że Spore chodziło u mnie na średnich ustawieniach;) i to przy takiej grafice. Jednak trzeba też dodać, że czasami zdarzają się przekłamania graficzne, co psuje trochę ocenę końcową.

Dźwięk prezentuje się nie gorzej, bo utwory są ładne i przyjemne dla ucha. Świetnie się dopasowuje do akcji na ekranie i razem z grafiką, a także simlishową mową stworków tworzą wspaniały, niezapomniany klimat.

Przed premierą produkcji miałem pewne obawy co do tej gry, ponieważ nie wierzyłem, że wszystko co Will Wright obiecał się spełni i podchodziłem do tej produkcji dość obojętnie. Jednak Spore okazało się mądrym, pełnym humoru, oryginalnym i całkowicie przełomowym dziełem. Naprawdę warto zainwestować w tę grę, szczególnie jeśli spodobały nam się Simsy, bądź Viva Pinata.